|
Moje krzyżyki i inne wybryki
piątek, 18 maja 2012
10 !!!!!!!!!!!!!!
Moja wtyka z Ameryki dała mi wczoraj znać, że …. moje prace pojawiły się w nowej gazetce! Olu (alexls), dziękuję Ci i za wieści, i za zdjęcia:) Dziewczyny, aż mi głupio, ale co tam:P Pochwalę się moją 10 (!!!) publikacją w gazetce xxx :D Jest to moja pierwsza publikacja w amerykańskiej gazetce:) A chodzi o nowy numer Cross Stitch & Needlework! Na stronie z listami znajduje się mój króciutki list i zdjęcie:) Pamiętacie moje wielkanocne kolczyki z zajączkami? Pisałam o nich jeszcze w marcu tu. A tu już cały mail ze zdjęciem:) No i co tam napisałam? „Małe wzorki. Jak tylko zobaczyłam małe wielkanocne wzory (w numerze marcowym), wiedziałam, że muszę je przerobić na kolczyki. Wybrałam niebieską kanwę i wyhaftowałam każdego zajączka w innym kolorze. Najtrudniejsze było zszycie zajączków w kolczyki, ale było warto się pomęczyć. Wyszły ślicznie i będę mieć radochę nosząc je tej wiosny. Uwielbiam małe wzory, które zamieszczacie w każdym numerze.” Widziałam na stronce CS&N, że fajny wzorek jest w tym numerze:) Uwielbiam morskie motywy!
I tyle:) Amerykańskie gazetki są przynajmniej na tyle uczciwe, że nie przyznają nagród, których później nie dostarczają i można się spokojnie cieszyć publikacją:) A zakichany Cross Stitcher znowu każe mi czekać. Napisałam do nich maila w tym tygodniu, po kolejnych 2 tygodniach czekania i co? Napisali, że mam czekać, bo może w ciągu najbliższych tygodni nagroda wysłana przez nich jednak do mnie dojdzie. A jeśli nie, to mi prześlą zastępczą. Aaaa! Napisałam im, że wszystkie poprzednie nagrody (od nich i z WOCSa, Cross Stitch Crazy, Cross Stitch Gold, Cross Stitch Card Shop) doszły w tydzień. Ich odpowiedz? Miałaś szczęście, ze tak szybko doszły! Normalnie szczena mi opadła na podłogę, co za dziady! Nie piszcie do nich, bo ich nie interesują czytelnicy:(
Dziękuję za wszystkie komentarze:) Cieszę się, że podobała Wam się moja relacja z podróży:)
misia-be – Nie powiedzieli, ale podejrzewam, że mieli za dużo osób w klasie ekonomicznej i taniej im wyszło przenieść kogoś do biznes niż kazać lecieć innym lotem i płacić kilkaset $$$ za tą uciążliwość. Fuks za fuksem:]
Bo tak można określić moją podróż do domu:) Choć był i element humorystyczny na samym końcu – nie ma jak nasi chłopcy celnicy :P Ale zacznijmy od początku!
13 maja godzina 13:20 – ostatni look na mój apartament:( Bye, bye, będę za tobą tęsknić. Taksówka podjeżdża przed czasem, a nie jak co roku spóźniona – znaczy, że na dobra firmę zmieniłam mój stary przewóz:) Miły chłopak ładuje moje bagaże i objazdami jedziemy na autobus. Tak samo mi je wyładowuje – a to bardzo mile, bo ważą nieco:P Do Detroit docieram po 2,5h czyli z lekkim opóźnieniem, ale spokojnie, bo mam jeszcze prawie 3h do odlotu. Własnym nieopatentowanym sposobem, czyli tyłem z podręcznym i torebką na plecach ciągnąc obie walizki docieram do odprawy Lufthansy. Jeszcze nie ma tłumów, a pani wydaje się miła:) Rzucam pierwszą walizkę na wagę –24 kg. Nic. Rzucam drugą walizkę –24,5 kgi tylko pytanie jak chcę zapłacić 70$ za dodatkowy bagaż :D Cieszę się, że nic nie mówi, bo bagaż ma niby limit23 kg, a jak powyżej23 kgto wg cennika 150$ :P Jeszcze pytanie o bagaż podręczny – pewnie, że mam. Czy mogę położyć na wagę? Hmm, wolałabym nie, ale oki. W tym momencie pokazuje się prawie 16kg. Pani na to: „coś tu się nie zgadza,15 kg? Limit jest8 kg.” Stoję grzecznie i się nie odzywam:) Na to pani, czy mogę podręczny nadać do luku bagażowego, odbiorę go z obiema walizkami w Katowicach. W duchu cieszę się z radości, ale spokojnie odpowiadam, że tak, mogę go nadać:) Zwłaszcza, że mam ze sobą jeszcze „małą” i „lekką” torebkę:P Oraz płaszcz z wypchanymi wszystkimi 4 kieszeniami:D Kurka, pierwszy raz nie musiałam udawać, że się nie uginam pod ciężarem bagażu:P Samolot już ładują:) Lubię Airbusy 330. Ale to nie koniec szczęścia:) Czekając na wejście na pokład, słyszę, ze wołają Annę S…… Nie brzmi to znajomo, ale moje imię, nazwisko długie jak moje to podeszłam do panienek. I co? Najpierw długo wpatrują się we mnie jak w obrazek i wreszcie dostaję nowa kartę pokładową! Na pierwszej miałam miejsce 38A, na nowej mam 15A. Hmm, zaczynam się śmiać, bo świta mi w głowie co się dzieje. Zaczyna się wchodzenie na pokład, mówią, że zaczynają od klasy pierwszej i biznes, a do drugiego wejścia mają się ustawić ci z miejscami w rzędach od 24. Hmm, a gdzie mój rząd? W klasie biznes!!!!!!!!!!!!! Pani, która dała mi nowa kartę pokładową, po dokładnym obejrzeniu mej skromnej osoby, uśmiecha się od ucha do ucha i pokazuje mi kciuk skierowany do góry:) Dziewczyny! Chyba już nigdy nie będę lecieć klasą biznes, więc opowiem Wam co tam się dzieje! Normalnie człowiek jest rozpieszczany cały czas! A poza tym było pustawo, więc miejsca obok mnie były puste:) Te fotele można rozłożyć do pozycji horyzontalnej! Miały nawet wbudowany masażer!!!!!!!!!!! Zanim jeszcze ruszyliśmy już mogliśmy wznieść toast szampanem!!!!!! A później kołowanie do pasa startowego. W Detroit głównie są samoloty amerykańskiej Delty. I startujemy! Opuszczając Detroit! Papa, do zobaczenia w lipcu! Moja pierwsza sweet focia w kibelku:P Normalnie z tego szczęścia padło mi coś na mózg, bo nigdy czegoś takiego nie robiłam:P Zawsze z wielkim głodem czekam na pierwszy “posiłek” czyli jakąś słoną zagrychę, ale tym razem nadal nie mogę uwierzyć w moje szczęście:D Zaczynam oglądać pierwszy film – “The vow”, ale i tak bardziej interesują mnie widoki za oknem. Zachód słońca:) Pierwszy raz dostaję menu na pokładzie samolotu!!!!!!!! Później rozkładają przede mną bawełniany obrus i na wstęp wybieram prosciutto (włoską szynkę) owinięte dookoła melona:) Mniam! Na danie główne wybieram pierś z kurczaka z kuskusem:) Pycha!!!!!!!! Widzicie tą prawdziwą a nie plastikową zastawę? Normalnie szok!!!!!!! Na deser wybieram ulubione lody Sandry Bullock:P Haagen Dazs – nigdy ich nie jadłam, bo za drogie w sklepie:( Zaczynam oglądać drugi film – “The girl with the dragon tattoo”. Później zamieniam fotel w łóżko, ale nie umiem zasnąć:( Po pewnym czasie prawie wszyscy śpią, niektórzy nawet chrapią:P A ja oglądam wschód słońca nad Europą:) Zaczynam trzeci film – “Haywire”, ale tego badziewia nie da się oglądać. Po 5 minutach zmieniam na „In time”. Jeszcze gorący ręcznik na dzień dobry. Śniadanko, którego już nie uwieczniłam – cieplutkie croissanty z miodem:) I…. pierwszy raz udało mi się dostać mleko! W klasie ekonomicznej słyszałam, że jest tylko dla dzieci, a tu stewardzi rzucili się po kartonik specjalnie dla mnie:) Śniadanie bez mleka to nie śniadanie :P I dolatujemy do Frankfurtu! Jupi, wreszcie w Europie:) A widoki za oknem zupełnie inne niż te w Stanach. Podróż pomimo braku snu bardzo udana:) Klasa biznes to jednak luksus. Zawsze zabieram ze sobą wałówkę z domu, bo wiem, że będę głodna podróżując w klasie ekonomicznej. A jem wszystko co mi dają, nie patrząc czy lubię czy nie. Tym razem nie byłam w stanie zjeść wszystkiego co mi dali, a byłam przejedzona!!!!!!!! We Frankfurcie po staremu – czyli kilka godzin oczekiwania na lot do Katowic. Jak zwykle walczę ze snem spacerując po terminalu. Tylko chodzenie mnie nie usypia:( W kolejnym samolocie już siedzę ściśnięta z innymi:P Ale im bliżej domu, tym lepszy mam humor:) No i praktycznie przesypiam cały lot, bo nie pamiętam ani startu ani lądowania, tylko co nieco pomiędzy:P Moje walizki i podręczny wyjeżdżają w jednym kawałku, więc radość mam wielką:) I jak co roku prawie lecę do wyjścia z wózkiem, ale….. stop! Trzech celników prosi mnie na bok:( Wiem, że zawartość bagaży mam niespotykaną:P, ale nic niedozwolonego nie przewożę – tego jestem pewna. Chłopców zaciekawił mój bagaż podręczny! Proszę bardzo, możemy go razem pooglądać:P Najbardziej zdziwiło mnie pytanie nr 3. Po tym jak się już dowiedzieli skąd lecę i co studiuję, bardzo inteligentnie spytali się mnie czy nie mam serów i mięsa w walizce?????? Kurka, czy oni nie wiedza, jakie bezsmakowe jest jedzenie w Stanach? :P Jak już mnie „oczyścili” i mogłam iść wolno, spytałam się czemu mnie zatrzymali, tzn. czy coś się pojawiło w prześwietleniu mojego bagażu, czy tak po prostu mnie wzięli na bok. Cóż, powiedzieli tylko, że muszą sprawdzać, ale co to już nie umieli wyjaśnić:P Po tych wszystkich 18h przeżyć mogłam wreszcie uściskać rodzinkę:) I po 30 minutach byliśmy w domu:)
To jeszcze trochę o filmach:) Pierwszy, który obejrzałam to „The vow”. Komedia romantyczna, a te uwielbiam:) Myślałam, że film będzie o tym jak główny bohater stara się rozkochać w sobie po raz drugi żonę, która straciła pamięć w wypadku. Myliłam się, bo jakoś nie rozumiem jak można zostawić osobę, którą się kocha i nie walczyć o nią:( Średnio mi się podobał ten film. Jedyny duży plus za miejsce akcji – Chicago:) Tego chyba nie muszę tłumaczyć:D Drugi film – “The girl with the dragon tattoo”. Książki nie czytałam, szwedzkiego filmu nie widziałam, wiec nie będę porównywać. Ciekawy film, choć za dużo przemocy i momentów jak dla mnie. Ale jeśli Amerykanie zekranizują resztę trylogii, to pewnie będę chciała je obejrzeć. Później próbowałam obejrzeć “Haywire”, ale pierwsze 5 minut było tak męczące, że zrezygnowałam. A zwiastuny w tv były takie zachęcające:( Czy ktoś ten badziew obejrzał do końca? Na koniec wybrałam „In time”, bo nic ciekawszego nie znalazłam. Hmmm, dało się obejrzeć, ale strasznie głupawy ten film. A najbardziej męczące było słuchanie: ile jeszcze mamy czasu, mam tyle czasu, daj mi czas, etc. Nudy na pudy i jeszcze szpetna Seyfried:( Nie polecam!
Dziś natomiast byłam z Maćkiem w kinie Kosmos na “Tremie” Alfreda Hitchcocka:) To mój ulubiony reżyser i nie mogłam przegapić możliwości obejrzenia jego filmu na dużym ekranie. Mała sala w Kosmosie była pełna. Film nam się bardzo podobał, choć nie jest to typowy film Hitchcocka.
Może jeszcze w przyszłym tygodniu uda nam się na jakiś film iść:) A później wakacje w Grecji:)
Dziękuję za wszystkie miłe komentarze:) Z rodzinką jest bosko!!!!!!
mama3005 – Nie planuję żadnego maczania w wodzie moich haftów. Ale dziękuję za ciekawą lekturę:D arabeska291 – O tych publikacjach już pisałam, ale jak masz ochotę to napiszę, że to była 8 i 9:P Aaa! Dziś się dowiedziałam o 10 :D Właśnie czekam na dowód zdjęciowy:) Carse – Dziękuję za wyróżnienie, ale … sama wiesz:P
niedziela, 13 maja 2012
Pora zwijać manatki!
Czas na przerwę, przerwę wakacyjną:D Jutro lecę do domu! Huraaa!!!!!!! Moja ukochana rodzinka i ulubione Katowice już czekają:) Przygotowałam już sobie materiały do czytania na lotnisku we Fraknkfurcie:) Jak widać gazetki starawe, bo już dawno się w Anglii pokazały, ale u mnie dopiero kilka dni temu trafiły na półki. Oj, jak ta Ameryka jest daleko:P W zeszłym tygodniu kupiłam sobie WOCSa:) Oczywiście ze względu na moją publikację:) Inaczej nie zwróciłabym uwagi na ten numer, bo Kubuś straszy z okładki:P Ten zielony geniusz w rogu to moja praca:P Do tego numeru dołączyli badziewne dodatki, które już zapakowałam do walizek, więc tylko zdjęcie z środka gazetki – mulinki dwie plus książeczka z mało ciekawymi wzorami:( W tym numerze bardzo mało ciekawych wzorów:( Mnie spodobała się mufinka:) A ciekawostka dla Was – na zdjęciu jest Mel, która bardzo długo zwklekała z wysyłką kilku prezentów do mnie:( Jakoś nie mogę patrzeć na nią:( Ostatnie dwa prezenty po kilku miesiącach czekania, kilkunastu mailach i wielu wymówkach ze strony Mel dotarły do Katowic w tym tygodniu. Pokażę jak będę w domu i przy okazji nieco się wyżyję piśmienniczo:P Drugi i ostatni (!!!) wzór, który nadaje się do wyhaftowania z tego numeru to Newtonek:) Mnie też niedługo czeka liczenie świeczek:P Wczoraj natomiast pojechałam na ostatnie zakupy i kupiłam dwie gazetki:) Cross Stitchera musiałam kupić ze względu na moje biscornu w sekcji listów:D Niestety moja wygrana nie doszła do mnie:( Tu też przeczytałam wiele wymówek od wydawcy:( To już zaczyna być męczące, bo ile można się prosić o coś, co sami przyznają? Jak nie mają zamiaru wysyłać nagród, to niech od razu to napiszą, a nie fałszywie piszą, że każdy wydrukowany list nagradzają. Dziady cholerne:( Na szczęście kilka wzorków mi się podoba, więc stwierdzam, że CS jest lepszą gazetką niż WOCS:P I tyle tego dobrego:P Dodatkiem były igły w jaju:P W sklepie były tylko zielone, choć reklamowali, że są też różowe, ale mnie to cacy, bo wolę zielone jajo:) Reszta dodatków to to, co mnie skusiło, żeby kupić Enjoy Cross Stitch. Najbardziej podoba mi się wieszaczek:D I już intensywnie myślę, jak go wykorzystać:) A w samej gazetce też co nieco się znalazło ciekawych wzorków. Znowu przedruki, ale z tego co pamiętam, to nie posiadam oryginałów:P
Dziękuję za komentarze:D
mama3005 – Dobrze zauważyłaś, poprzedniego miśka haftowałam na tamborku. Chciałam spróbować, skoro tyle dziewczyn zachwala. Niestety żałuję do dziś, bo nie umiem tego teraz wyprasować, badziew jeden:P No i haftowanie też szło mi strasznie opornie:( O moich wrażeniach pisałam tu. zimna29 – Dziękuję za zaproszenie, ale nie skorzystam. Od teraz do początku lipca idę na odwyk xxx:) I bardzo się z tego cieszę:D
Mykam! Papa!
sobota, 12 maja 2012
Przymusiłam się ...
...i w dwa wieczory dokończyłam misia TT :) Pod koniec stycznia wyglądał tak. A od wczoraj prezentuje się tak:) Tak długo zeszło mi z tym miśkiem, bo z powodu pewnego wypadku zniechęciłam się strasznie:( Nie wiem, czy którejś z Was to się przydarzyło, ale skruszył mi się tusz z rzęs (wodoodporny!) i zrobiła się czarna plama:( Prać nie chciałam, bo ostatnio próbowałam prać jak miałam pewne problemy z zakładką Powella dla mamy i nic z tego nie wyszło tylko zaczynanie pracy od początku. I jakbym tu też miała zaczynać od początku to w łeb musiałabym sobie strzelić:P W końcu wymyśliłam, że plamę zahaftuję białą muliną i tak też zrobiłam. Z daleka nie widać, z bliska tak, ale kicham to:P Najważniejsze, że misiek skończony! Jak kiedyś zawiśnie na mojej ścianie to radochę będę mieć wielką:D I nie, nie powiem Wam gdzie jest plama:P To kilka szczegółów, bo tak jestem z siebie dumna:) Mój styczniowy ufok skończony! Został mi tylko kalendarz MS, ale za niego wezmę się po wakacjach! Prawie wszystkie backstitche zrobiłam bez schematu:) Moja własna inwencja twórcza:D I jeszcze z pierwowzorem:D Czyli kolejny punkt z listy przedwyjazdowej odhaczony:) A misio z lilią to punkt z mojej listy obrazków do koniecznego wyhaftowania:) Mam już dwa miśki TT. Poprzedni był z gwiazdką. Oba z haftowanymi ramkami. Teraz chyba pora na miśki z innej serii:P
Dziękuję za wszystkie gratulacje, ale chyba przesadzacie, jak przedmioty są ciekawe to jakoś łatwiej wszystko wchodzi do głowy:) No i cieszę się, że pochewka Wam się spodobała:)
Udanego weekendu! Ja już nie mogę się doczekać niedzieli:D
czwartek, 10 maja 2012
Z rozpędu :D
Ostatnio mam głowę pełną pomysłów i na ile mi czas pozwala to xxx. Właśnie z takiego rozpędu robótkowego powstała pochewka na nożyczki. Rok temu podobną zrobiłam dla damar5 (tu). Wtedy była w jej ulubionych niebieskościach. Tym razem w moich ulubionych kolorach – czarnym i czerwonym:) Szybko poszło i im bliżej byłam końca tym bardziej podobała się Matkasowi. A mam do tej dziewczynki taką słabość, że to ona jest już właścicielką pochewki:) Nawet dałam jej wybrać guziczek, który jej się najbardziej spodobał:) Na zdjęciu jeszcze moje nożyczki, bo akurat kolorystycznie pasowały mi do pochewki. Hmmm, szkoda tylko że po 4 latach ostrego używania nieco farba z nich złazi:( Dane techniczne – czarna kanwa DMC (14ct), muliny DMC czerwona i bordowa – dobierane osobiście (321 i 498). Tradycyjnie na 14ct haftowałam trzema nitkami i tradycyjnie utrudniłam sobie zadanie i zszywałam całość czarną muliną:P Wstążeczka bordowa, guzik bordowy. Na zdjęciu kolorki wyszły bardziej odblaskowe niż w naturze:P I jak Wam się podoba? Mnie bardzo:D Ale najbardziej się cieszę z radości Matkasa:) Jak coś ode mnie wymania, to wiem, że się bardzo podoba:D
Dziękuję bardzo za wzystkie gratulacje:) To jeszcze się czymś pochwalę i obiecuję, że to już ostatni raz na kilka miesięcy:P Wszystkie trzy przedmioty, które w tym semestrze brałam, zaliczyłam na 4.0!!!!!!!! A tutejsza skala ocen jest od 0.0 do 4.0 :P
poniedziałek, 07 maja 2012
W nagrodę :)
Na koniec semestru, jak już napisałam oba egzaminy, postanowiłam zafundować sobie nagrodę za kilkumiesięczny wysiłek i zaliczenie kolejnego semestru:) (Wspomnę tylko, że drugi egzamin zdałam ździebko lepiej niż poprzedni, bo dostałam 100 punktów na 100 możliwych:P) W nagrodę zamówiłam sobie na ebayu guziczki, na które patrzyłam już od kilku miesięcy:) Przyszły wczoraj i od tego czasu macam je i macam:) I moje dwa marzenia podróżnicze:) Te na pewno przydadzą się w moim australijskim projekcie:) Myślę, że po wakacjach wrócę do hafcików z kangurowa:) Zimy nie lubię, ale tym guziczkom nie mogłam się oprzeć. To mój pierwszy wolny weekend od miesięcy – żadnych quizów, żadnych zadań domowych, żadnych egzaminów! Dlatego postanowiłam wykorzystać go maksymalnie i każdego dnia spędzić kilka godzin na rowerze:) Oczywiście nie jeżdziłam bez sensu i zahaczyłam o kilka sklepów:P W meijerze, którego ostatnio Wam pokazywałam, nadziałam się na przecenę guziczków:) Przecena 50%! Bardzo musiałam się opanować, żeby tylko te cztery zestawy kupić, bo było ich sporo więcej. A pomysł na nie już mam i może uda mi się go zrealizować jeszcze przed wakacjami:) Te kupiłam z myślą o Matkasie:) Matkas pomysł już zna i wie, że jeśli którekolwiek inne guziczki jej się podobają, to je też dostanie:) A dziś w czasie kolejnej wycieczki rowerowej odwiedziłam walmarta i do teraz jestem w szoku! Wiele razy już słyszałam, że kiedyś w walmarcie był dział xxx, ale sama nigdy go nie widziałam, bo zlikwidowali go przed moimi czasami:P Ale teraz wraca! Dziś widziałam jego początki, muliny DMC i trochę zestawów do xxx już wisiało, ale było też sporo pustych haków już tylko czekających na kolejne akcesoria:) Jak wrócę z wakacji to będzie co oglądać i z czego wybierać:) Pojawiła się też nowa ściana z guziczkami:) Aż żałuję, że nie wzięłam aparatu ze sobą:( Ale skusiłam się na 3 paczki, bo bez nich nie umiałabym wyjść ze sklepu:D Mufinki są boskie:) Ale i przeźroczyste guziczki mi się spodobały:) Sporo więcej było ładnych, ale to już po wakacjach:) Kampus wyludnia się, akademiki puściutkie. I dobrze, bo lubię mały ruch na kampusie. Choć i remonty się zaczynają, a tego nie lubię:( Dziś się dowiedziałam, że moja część kampusu będzie częściowo odcięta od reszty:( Od jutra do sierpnia:( No nic, tylko kolejny powód żeby więcej czasu spędzać w labie i ogólnie na wydziale:)
drugi.maurycjusz – Wiedziałam, że go znajdziesz:)
piątek, 04 maja 2012
Grecja w rytmie Basi:)
Rodzicki przez Was do dziś nasze pierwsze i drugie wakacje w Grecji kojarzą mi się z Basią:) I naszymi spacerami jak już było na tyle przyjemnie, żeby się przejść:) Dla niewtajemniczonych było to w 1989 i 1990 roku. Po tylu latach miłość do Grecji nadal trwa:) W tym roku jedziemy po raz 19!!!!!!!!! Od dziś mam spokój z uczeniem się i uczeniem studentów! Wczoraj napisałam ostatni egzamin (na 94 punkty na 100 możliwych:), dziś moi studenci napisali swój egzamin, a ja starałam się być miła oceniając ich brednie:P Dziś w planie „rilaks”, a od jutra tylko praca badawcza :D Aaaa! Jeszcze czekam na oceny końcowe z przedmiotów, które w tym semestrze brałam. Na dworze właśnie leje, a ja sobie siedzę w domu i przy szampanie dla dzieci oraz piosenkach Basi świętuję koniec semestru:) A później rąbnę sobie jeszcze trochę mleka w żyłę:P A co! Poszaleć mogę:P
Dziękuję za komentarze odnośnie mojej zakładki:) Ostatnio ostro xxx, igła mi się „pali” w rękach:D Ale cicho sza, bo same niespodzianki powstają:) Matkas, będziesz w szoku:P
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Kwiatki z bajki :)
Czyli niezapominajki:) Moje ulubione kwiatki, zaraz za konwaliami:) Moja ostatnia xxx praca, którą mogę Wam pokazać. Kolejne już są ściśle tajne:P Kurka, ile ja się z tym haftem namęczyłam!!!!!!! Matkas namówiła mnie, żeby po upominkach wielkanocnych zrobić coś dla siebie i tak z rozpędu zdecydowałam się na zakładkę Michaela Powella. W końcu ostatnio wyhaftowałam serduszka dla Matkasa i Grecję dla osobistego Ojca:) Ponownie skorzystałam z pomysłu Matkasa i zamiast zakładki powstała przywieszka:) Taśma kremowa, jak przy sercach, bo dalej „walczę” z białą kanwą:P A dlaczego tak się męczyłam? W Stanach nie ma muliny Anchor, więc musiałam używać zamienników DMC. A to co mi wybrał program, to była tragedia:( Skończyło się na tym, że sama dobierałam kolorki. Przed oczami miałam oryginalne na zdjęciach zakładki damar5. Mój ideał, do którego dążyłam i niestety poległam:( Poza tym haftowałam trzema nitkami a nie dwoma i zamiast w jednym miejscu mieszać dwa kolorki muliny, wybrałam sobie trzeci inny:P Nie mam zdjęcia bez backstitchy, ale zanim je wyhaftowałam to hafcik mi się kompletnie nie podobał:( Ale z każda kolejną kreską milej się na niego patrzyło i dziś jak już jestem po tych wszystkich przebojach przywieszka bardzo mi się podoba!!!!!!!! Boska jest:) A co, dziś nie będę skromna:P A Wam jak się podoba? Kończę z Powellem na pewien czas, bo mnie skubaniec wykończył:P Na koniec jeszcze tulipany z kampusu:)
Powoli wygrzebuję się z sesji – wszystkie 3 zadania domowe oddane, jeden egzamin napisany dziś rano, został mi jeszcze jeden!!!!!! No i jeszcze w ramach rozrywki w czwartek egzamin moich studentów:P Tym razem pani profesor zażyczyła sobie pytania z labu od nas, swoich asystentów, więc coś mało skomplikowanego wymyśliłyśmy z Shalini. Mam nadzieję, że studenci się ucieszą z tego prezentu na koniec:) Szkoda tylko, że będziemy musiały później oceniać ich wypociny:(
piątek, 27 kwietnia 2012
Meijer:)
Dawno nie było już wpisu sklepowego, nie? Wspominałam już wielokrotnie, że w mojej okolicznej sieci hipermarketów jest spory dział robótkowy. To dziś Was pomęczę zdjęciami z Meijera, czyli sklepu w stylu Tesco. Zawsze jak jadę na większe zakupy spożywcze to najpierw ruszam na poniższe działy. Zwykle nic nie kupuję, bo ceny mają słabe w porównaniu do Joann, Michaelsa czy Hobby Lobby, ale jak mają przecenę, to można coś fajnego trafić:) Kolorowe mulinki spokojnie sobie wiszą:) Firma nieznana. Paczki guzikowe nieco droższe, ale pełniejsze niż gdzie indziej:) I już na kilka wyprzedaży się nadziałam:D Akcesorii skrapkowych też pełno. Pomarańczowe metki oznaczają przecenę:) Tu akurat wymieniali asortyment do robienia biżuterii. A tu już po zmianie. Kuferków mało, ale zmieniają się częściej niż gdzie indziej. Włóczek pełno! Dwie raje:) Trochę nitek firmy Coats i nieco wstążek. Różne różniaste akcesoria do szycia ręcznego i maszynowego. Akcesoria (głównie nożyczki) i maszyny Singera. Czasem ide je sobie pomacać:D Szydełka i druty we wszystkich kolorach tęczy:) Zdjęcia nieco pomieszane, bo z dwóch różnych wizyt, które dzieliło kilka miesięcy:P No no, mam sporo zaległości:( Zawsze jeszcze zaglądam do działu gazetkowego, bo mają na stanie amerykańskie gazetki xxx:) A tu mogę je sobie spokojnie pooglądać, w przeciwieństwie do Joann, gdzie gazetki są zaraz przy kasach.
Dzisiejszy wpis tak nieco „za karę” za zdjęcia na Waszych blogach z wystawy DMC:P A co! Tylko ja mam się ślinić? :P
No, teraz już pewnie przestaniecie się podmilać:P Wpisów xxx proszę się za dużo nie spodziewać w najbliższym czasie, bo xxx dla takiej jednej Dany:P A że spotkamy się dopiero w lipcu, to musicie cierpliwie poczekać na te moje wypociny:P
Oficjalnie nie, ale w praktyce jestem już w trakcie sesji egzaminacyjnej:( Ale już za tydzień będzie po wszystkim:D Także trzymajcie kciuki i nie zdziwcie się jeśli zniknę na kilka dni!
Wszystkim komentującym podmilankom dziękuję:) Ale chyba przesadzacie:P
anenia-vladona – Wstążeczki są równe, bo mierzone linijką:P Aż takiego dobrego oka nie mam, a że mnie nierówności denerwują, to sobie siedziałam i linijką odmierzałam:) Polecam! zakreconamysia – Bo ja haftuję tylko radosne rzeczy:)
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
„Grubsze jest lepsze” :D
Cytat z alexls:P Bo dziś znowu poprzynudzam i poczęstuję Was kolejnym wafelkiem:P Gruby zajączek, gruba marchewka, gruby wafelek:D Trio, któremu nie można się oprzeć:D Na materiał w marchewki patrzyłam w Joann już od miesięcy:P Ale dopiero jak wyhaftowałam zajączka, to znalazł się powód do zakupu. Pasuje idealnie, pomimo że brudnoróżowy:P A żeby było jasne – ten wafelek jest dla mnie, a nie dla Matkasa:P I tak, przeżyję ten róż. Chyba po ponad 20 latach trauma z dzieciństwa mi mija:P Jeszcze jedną marchewkę po prostu musiałam dokleić:D Jak Matkas i jej mama, a moja babcia Krysia, tak i ja uwielbiam krateczki:) Dlatego ta zielona tak bardzo mi pasowała do całości:) Tym razem poszalałam i dałam na przemian zielone i białe szpileczki Dritz. I jak widać wafelek jest grubszy, ale nie taki gruby jak przy kurach. I chyba ta grubość mi najbardziej pasuje:) Tym razem kartonik miałam z recyclingu:P Kto dostał ode mnie zestaw do xxx, ten wie, że opitalam je z kartoników:P Po prostu stwierdziłam, że nie muszę poczcie płacić za przesyłkę kartoników:P Zresztą wszystkie moje zestawy do xxx, które wiozę w walizkach, a także kanwy, też podróżują bez kartoników i innych zbytecznych, a ciężkich opakowań:P Szkoda tylko, że te kartoniki z recyclu są malutkie i jak na zajączka były oki, tak na kury były za małe:( Tu dla porówniania różne grubości wafelków – u góry najcieńszy – kalendarzowy, w środku zajączek, a na dole najgrubszy – z kur. I koniec wafelków! Mam nadzieję, że się najadłyście:P Kolejna praca już czeka w kolejce do pokazania i nie jest to wafelek:P Dziewczyny, dziękuję, ale przyznajcie się, co knujecie, że tak się podmilacie komentarzami? :P
Kolejnych kur narazie nie planuję, tyle ciotek pilotek powinno Matkasowi wystarczyc:P Aisha i joaisent, dziękuję za linki:) Jakbym jednak zmieniła zdanie, to nie muszę już szukać:) |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi robótkowe :]
Darmowe wzory
Fora krzyżykowe
Magazyny robótkowe
Moje prace w internecie
Moje sklepy robótkowe
Tu robię zakupy :)
Ulubieni projektanci
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||